środa, 15 sierpnia 2012

Armenia

Zaczela sie nasza rowerowa przygoda.


Korzystajac z wlasnego rozumu i doswiadczenia innych zaczelismy nie za ostro. Bylo plasko, lekko pod gore, z gory. A pod wieksze wzniesienia pchalismy.

 

 

Z powodow technicznych (rozerwana opona i urwany pedal) i terenowych (podjazd z 1200 na 3300m npm) ostatni odcinek przejechalismy w autobusie.

 O samej Armeni.
Jestesmy w stolicy kolumbijskiej kawy.


Wszedzie widac plantacje kawy i patatow oraz domki agroturrystyczne zwane finca. A to wszystko na zielonych zboczach gor.

 

 Odwiedzilismy plantacje, w ktorej nauczylismy sie wszystko o czarnym napoju.
Teraz wiemy jak i co zbierac z krzaka




, jak przygotowac do prazenia oraz jak parzyc i jak wyglada kultura picia.

W skrocie:
1. Filizanka ma byc wczesniej podgrzana.
2. Kawe zalewamy woda o temp. 90st. C.
3. Podstawek ma sie miescic w dloni.
 Ta tajemna wiedze poznaje codziennie okolo 50 turystow :)


Jeszcze w planie "motylanarium" i dalej w droge.

piątek, 10 sierpnia 2012

I depniemy sobie ode wsi dode wsi

Nadszedl ten czas, w ktorym trzeba wyjechac z Bogoty. Miasto jak juz pisalismy, super miasta.


Nie wiemy jak ubrac to w slowa.
Nie wiem czy poniosly nas emocje, czy jestesmy herosami, czy zupelnymi swirami. Najwzaniejsze, ze sie stalo.
Po licznych dyskusjach, przemysleniach i kalkulacjach,


poszlismy do sklepu


i kupilismy sobie dwa, nowiutkie, czysciutkie rowery i od razu wzielismy sie ostro do roboty, bo trzeba bylo nieco ulepszyc kolumbijska (chinska) jakosc


Za pomoca: multitoola, kilku metrow stalowego drucika o fi 1mm, kilku metrow kwadratowych tektury, tasmy srebrnej, trytek i tego co bylo pod reka uzyskalismy

TAKI EFEKT:

rower Madzi


rower Lukasza

"rower Blazeja"

Jutro ruszamy w dziewiczy rejs, do Armenii, regionu kolumbijskich plantacji ... kawy :)

W skrocie 290km z podjazdami na 3100m npm, czyli bedzie sie dzialo.


środa, 8 sierpnia 2012

Objadac sie w nieskonczonosc...

To potrafimy najlepiej:) Ogolnie jesli ktos zapyta co tutaj jedza to w skrocie odpowiem mieso, patatasy (jakby banany) duzo tluszczu i jeszcze razu duzo tluszczu.

Zwykle korzystamy z tzw. almuerzos completos czyli dwudaniowych zestawow obiadowych. Zawsze jest na pierwsze zupa, cos a la krupnik z bananami, rybna albo wolowy rosolek z wielka wkladka. Na drugie ryz, jakas mikro-surowka, smazony albo gotowany banan i do wyboru cos polplynnego rozgotowany groszek, fasolka lub kalafior, do tego tez do wyboru mieso (u nich inne niz wolowe to nie mieso), kurczak lub ryba, raz dostalam watrobke, a raz flaczki bo sie slabo dogadlam:) Flaczki nie jak u nas drobno posiekane w rosole doprawionym pieprzem i innymi pychotami tylko jeden wielki ugotowany flak! kawal wolowego zoladka najpewniej to byl. Bardzo dobry nie krzywic sie prosze ;)







A to wielka skwarka. Skora z kawalkiem tluszczu i mieska w sladowej ilosci. Sprzedawane jako przekaski doslownie wszedzie.

na zdjeciu w towarzystwie arepy tj. ichniejszego chleba z maki kukurydzianej.









Jesli chodzi o picie to jest kiepsko:( piwo - glownie  Aguila, produkowane w Baranquilli, totalnie bialy sik odbija sie drozdzami pol dnia. Wodki nie ma jest Agua ardiente, cos 26% pite jak wodka z kieliszkow, smakuje natomiast aloesem i anyzem jednoczesnie. Zakaszane limonka jeszcze bardziej wykrzywia :/

sobota, 4 sierpnia 2012

Bogota

Homo turisticus opuscili wybrzeze.


Po23h dotarlismy do 9-milionowej Bogoty. Jestesmy juz tu 4 dzien (i jeszcze ze 4 posiedzimy) i zdecydowanie jest to inna Kolumbia.
Czysciejsza, bardziej poukladana, naprawde ladna, bardzo ladna.


Klimat Bogoty jest bardzo undergroundowy i artystyczny. Prawie na kazdym murze graffiti lub street art´ow,  lokale juz nie salsowe tylko rockowe, alternatywne.







Pogoda bardzo nam pasuje 12-16st C. Czlowiek sie nie poci wiec nie msi sie za czesto myc i chodzi w tej samej koszulce przez kilka dni :).

czwartek, 2 sierpnia 2012

Cartagena

Ciagniemy sie po tym polnocnym wybrzezu jak smrod po gaciach. A nie pisalismy, ze wybrzeze to nie tylko piekne plaze ale tez widoki jak nizej:


Trzeba stad gdzies jechac. Nie wiedzac jednak gdzie pojechac dojechalismy do Cartageny. Cartagena jest ladna. Magiczne waskie, kolorowe uliczki.


Cartagena to byl swego czasu najwiekszy port w Nowym Swiecie, w ktorym handlowalo sie niewolnikami. Po tamtych czasach zostal symbol - wielkie biusciaste Murzynki z koszami owocow na glowach. Teraz szwedaja sie dla turystow po miescie. Wstydzilam sie zrobic zdjecia prawdziwej - Madzia




 Wszedobylski mur, ktory otacza stare miasto i pilnowal aby piraci tacy jak Jack Sparrow nie balamucili kobiet.


Teraz piratow tu nie ma. Sa za to kramiki z kolonialnymi pamiatkami, regionalne przysmaki w postaci slodyczy z kokosow i cos o smaku kukurydzy zawiniete w zielonego liscia.



Opuszczamy polnocne wybrzeze Kolumbii. W koncu upaly nie beda nas meczyc bo ruszamy do Bogoty, w Andy (pewnie jeszcze zatesknimi za nimi bo te Andy beda sie ciagneeeeely bardzo dlugo).