środa, 26 grudnia 2012

Boskie Buenos

Podrozowac podrozowac jest bosko... 
Erotyczne tango, czerwone wino, krwista wolowina! 
Buenosss Aireeess, Buenos Airreess, Buenos Aires! *








* tekst przeczytac spiewjaco jak Mannam


piątek, 21 grudnia 2012

Urugwaj, bulka z maslem

KM 17413

Na granicy obylo sie bez niemilych niespodzianek. Byl tylko jeden problem, moze dwa.


Na moscie granicznym okazalo sie, ze po pieczatke mamy podreptac 4 km na zad, drugi problem to po pieczatke urugwajska mamy isc 7 km do przodu. Ech, przydalyby sie wrotki ;)
Opisywanie iscia pozwole sobie ominac, wieczorem znalezlismy sie w Montevideo.
Miasto spoko, nie brzydkie, nie ladne. Takie, spoko :) Maja plaze, maja duze budynki, miliony komarow
i pija yerbe na cieplo.



Ciekawostka.
Wszyscy mowia, ze drogie do zycia kraje to Kanada, Japonia i Australia. Nikt nie wymienia Urugwaju. Ceny szaleja. Piwo w sklepie 7 zl, bagietka 4,5 zl, mrozona pizza w dyskoncie DISCO 25-30 zl, strefa dobrych cen w McUsiu 7 zl i nie ma tam cheesburgera !!! Jakies lepsze dwa hamburgery na miescie 80 zl. Tego sie nie spodziewalismy. 
Wrocilismy do opcji 2 posilki na dzien z czego jeden to bulka z maslem. :D

środa, 19 grudnia 2012

Alojamento - czyli jak spac

Opowiesci o noclegach w Ameryce Poludniowej jest bez liku. Jedne nudne jak flaki z olejem , inne straszne a nastepne nawet potrafia  rozsmieszyc. Sa takie, ktore z roznych powodow utknely nam mocno w pamieci. 

Jak do tej pory miejsc, w ktorych nocowalismy bylo ponad 90.
Nazw na nocleg to oni maja tu sporo - motel, posadas, hostal, residencial (klasy A, B, C), alojamento, hotel, hostel, hosteleria. I wez sie czlowieku polap, gdzie spac.

sex - motel
 Co charakteryzuje nasze noclegi. Sa tanie, czesto male, bez okna na swiat (ewentualnie okno na korytarz)

 ,
sa na drugim pietrze

,

 i zawsze da sie w nich zrobic mega balagan


czesto gesto delikatnie mowiac, nie sa idealne  :)

 

Od czasu do czasu pozwalamy sobie na odrobine luksusu. Basen, hamaczek, telewizja ...



Milo nam jest jak ktos ze znajomych zaprosi nas do siebie, a potem u znajomych naszych znajomch

  



No i namiot. Sa rozne formy rozbicia namiotu:
a) w pokoju

   
b) w niedokonczonym domku, na sianie


c) w korycie rzeki
d) z indianskiej chacie 

e) w chacie z blota
f) w oborze po lamach
etc.
Zdarza nam sie, ze jestesmy bezdomni *

 
 * nauczka, jak sie spi na lotnisku  ukradnij/pozycz z samolotu kocyk bo klima mrozi

sobota, 15 grudnia 2012

Krotki post nt. Brazylii

Spedzilismy baaardzo milo czas z Gisele i jej rodzicami. 


Nie pamietamy kiedy czulismy sie tak dobrze u kogos obcego w domu. Bylo zwiedzanie miasta, wspolne posilki, disco etc.

Wyglupom czas koniec 


dlatego niedlugo zbieramy sie do granicy z Urugwajem bo wydalaja nas z kraju :)

Dokument wydalenia z kraju w ciagu 3dni :) - Lukasz ma taki sam

Miasto w sobie nie jest oszalamiajace. Jest duze, tzn.. wszystko tutaj wyglada jak w Nieczech: drogi, ludzie, nawet waluta jest tocka w tocke.


Brazylia to inny swiat, bogatszy, bardziej rozwiniety a jednak zadziwia nas pewnymi rozwiazaniami, ktore wg. nas nie do konca sa zrozumiale.
Na przyklad system jedzenia w restauracjach, malych barach szybkiej obslugi, picia w knajpach i dyskotekach.
Wchodzac do srodka dostajesz kartke z imieniem, na ktorej kelner/barman zaznacza co do tej pory zamowiles/as. Na koniec zabawy z takim "totolotkiem" stoisz w czasami ogromnej kolejce po to aby zaplacic za to co zostalo zamowione. Zgubienie kartki grozi oplata 150 Rs. Od razu dalo mi do myslenia, jak mozna oszukac system. Zbiera sie 10 chlopa, pija na umor ale wszystko zapisywane jest na jednej kartce, jezeli rachunek wynosi wecej niz 150 Rs kartke nalezy zgubic (ot taki pierwszy lepszy pomysl). No ale jak juz wspomnielismy tu jest jak w Niemczech - oni sa uczciwi.

Co nas jeszcze zaskoczylo:

PS. zaktualizowana zostala mapa (zakladka TRASA) i pojawilo sie kilka nowych fotek w galerii

środa, 12 grudnia 2012

Nielegalni

Po wodospadach Iguazu nastepnym celem jest Porto Alegre (jakies 1300 km przez 3 kraje). Nie wiedzac jak zrobic to optymalnie zwyczajnie zaczelismy sie pchac byle do przodu. 


I tak w Posadas (juz Argentyna) natknelismy sie na zwyczajna rodzinke, mlode malzenstwo z dzieckiem i dziadkowie. Opowiedzieli nam, ze jada autobusem w kierunku granicy z Brazylia i stamtad mozemy przedostac sie do Porto Alegre.
Po milej rozmowie zaprosili nas do siebie. Co sie okazalo:
Nie sa ze soba spokrewnieni, maja domek w lesie, ktory nie nalezy do nich tylko do "organizacji", wyznaja i glosza dobre imie Jezusa i nazywaja siebie misjonarzami-apostolami i maja swojego proroka. 
Trafilismy na jedna z setki panujacych tu sekt. Po czym okazalo sie, ze prom do Brazylii bedzie dopiero za dwa dni bo w weekendy nie plywa :D
Mysli mielismy rozne.


Spedzilismy dwa dni w milej atmosferze, nie wdawalismy sie w szczegolowe dyskusje o wierze. Sluchalismy z uwaga co maja do powiedzenia, nie byli nachalni, bo chyba nie widzieli w nas swojego celu. Celem ich sa ludzie trudni, narkomani, alkoholicy, ludzie z patogolicznych rodzin.

nowy image

Zarabiaja gloszac nauki na ulicach, spiewajac piosenki w autobusach, rozdajac kalendarzyki i proszac o co laska. Jak to Madzia nazwala: "zorganizowana grupa zebracza, z dorobiona ideologia".

W poniedzialek pozegnalismy sie ze slowem milosci o 6 rano i poszlismy na nogach do wsi. Tam lodka przeplynelismy do Brazyli a po tej stronie nie ma budki z nazwa MIGRATION.
Jestesmy u Gisele (kolezanki Madzi z Indii) w Porto Alegre bez pieczatki wjazdu do Brazylii i bez rejstracji w systemie. Jestesmy tu nielegalnie :):)