piątek, 1 lutego 2013

Kodama, Hayabusa, Hikari, Tsubasa ...

Japan rail Pass zaczal dzialac. Rail Pass to karnet umozliwiajacy nieograniczony przejazd japonskimi kolejami przez dany okres czasu. Wlaczajac w to shinkanseny.



Koszt nie maly, bo 7-dniowy to 1050 zl, 14-dniowy 1700zl, 21-dniowy 2100zl. Jednak porownujac te ceny do cen jednorazowych przejazdow to taniosc. Bilecik  na 3 stacje metra to mniej wiecej 9zl. Ale ogolnie rzecz biorac nie tak Godzilla straszna jak ja maluja tzn. noclegi i transport nie naleza do najtanszych ale za to jedzenie porownywalne do krajow Europy zachodniej. Smak- brak slow.







Jak to mowia w kraju znad Wisly: zaplacilem to musze wykorzystac tak, aby oni na mnie jak najmniej zarobili :D Spedzilismy caly dzien na planowaniu naszej 7-dniowej trasy po Japonii. Ruszylismy z kopyta w srode. Juz przed wejsciem do superszybkiego pociagu do Nagano nie moglismy sie nacieszyc na sam jego widok. Wsiadasz, jedziesz 1h 40min i wysiadasz 230km dalej.

Dalej autobusem, pieszo w sniegu. Jedyne w swoim rodzaju Makaki japonskie zazywajace kapieli w cieplych zrodlach.

 

 

Malyp odhaczone, zaawansowana technologia i swiat elektroniki rowniez lizniety, anime, pachinko (polecamy zajrzec do internetu, co to), kraina shogunow, gejszy i starych swiatyn.



Zwiedzac to  my lubimy na szybko. Kyoto - Osaka- Nara w dwa dni. A na nocleg zaserwowalismy sobie hotel kapsulowy! Pelen relaks. na to wszystko poczekajcie, musimy dawkowac sobie i Wam emocje:)

niedziela, 27 stycznia 2013

Tokyo, spontaniczny szał porywa mnie!

Jeszcze nie wiemy jak ubrac to wszystko w slowa bo jestesmy tak podeskcytowani. 


Pierwszy raz lecielismy liniami flagowymi jakiegos kraju. Padlo na Turkish Airlines. No powiem Wam, ze zasnac sie nie dalo, tyle atrakcji. 
Primo - jedzenie. Bardzo, ale to bardzo wysmienite.
Secundo - komputerek, ktory jest naprzeciw Ciebie daje taka frajde, ze na caly lot zamieniasz sie 
w dzieciaka, ktory mowi "mamo nie chce jeszcze isc spac, pozwol mi zostac chwilke przed telewizorem".

 
* pilot to zarowno joystick do gier i portal do placenia karta

Tertio - w kazdym z dwoch lotow dostalismy po: szczoteczce do zebow, okularow do spania, kapciach 
i skarpetkach :) 
  Jestesmy w Japoni !!
Na lotnisku - pusto. Podejrzewam, ze wiekszosc lotnisk wyglada na puste jak sie je porownuje do takiego molocha jak Ataturk w Istambule. Po kilkudniowym locie nie jestesmy az tak zmeczni aby nie gadac do pozna w nocy z Andrzejem. Kto zna Adrzeja ten wie, kto nie zna to sie wlasnie dowie, ze Andrzej to swietny gosc.
Wprowadza nas w kulture japonska i wymienia wszystkie absurdy tego kompletnie odmiennego swiata. My nie jestesmy w stanie wymienic tego wszystkiego ani nawet zapamietac. 


Piszac o odmianach to tak dla obrazu. Jeszcze dwa dni temu bylismy w kraju, gdzie nikt nie dba o rzeczy materialne czy porzadek w domu. Zyje pelnia zycia. Kazdy jezdzi byle autem, permanentny brud na ulicach. A tu na wyspie, w koszu na smieci jest tak czysto, ze zastanawiasz sie czy nie wrocic sie z tymi smieciami do domu i ich nie umyc. Cykamy miliony zdjec i nakrecamy mnostwo filmikow np. jak wyciagnac pieniadze z bankomatu. 
Automat z przekaskami
Po 1,5 miesiaca nic nie robienia i totalnej zlewki, znow jestesmy na fali.
Ruszamy z przewodnikiem do Tokyo "na miasto".

Jeden z powodow dlaczego tu jestesmy - jedzenie


A to dopiero poczatek !

wtorek, 22 stycznia 2013

Elektroniczne zakupy

Taki wlasnie byl nasz pobyt w Ameryce Lacinskiej. Ostatnie dni minely nam bardzo ciekawie. Na robieniu interesow z cinkciarzami, na piciu winka z australijczykami oraz bookowania biletow. Kupno biletow to niby nic trudnego ale za kazdym razem przezywamy stres i ciezko nam sie przyzwyczaic do placenia wirtualnymi pieniedzmi za wirtualny bilet :)
I tak oto stalismy sie posiadaczamy takich biletow jak Tokyo - Seul (Korea Pld), Seul - Kuala Lumpur (Malezja) oraz Kuala Lumpur - Hanoi (Wietnam).  W kieszeni mamy tez bilety na super szybkie pociagi Shinkansen.
Dzis lecimy do Istambulu po to aby dalej poleciec do Tokyo.
Azje zaczynamy na bogato.

środa, 16 stycznia 2013

DAKAR - Cordoba

Tak! Bylismy na Dakarze.
Robbie Gordon
Az nie mozemy sie doczekac kiedy zaladujemy zdjecia i opowiemy krotko nasza przygode. Kibicowalismy przy biwaku rajdu.
Oj sie dzialo.

Dakar to rajd trudny nie tylko dla sportowcow ale i dla kibicow takich jak my.
Po pierwsze nie mamy wlasnego transportu i zlosc nas bierze jak widzimy ceny biletow autobusowych i kolejne uzeranie sie z tym buractwem, czyli kierowcami autobusow.
Rajd jest w Cordobie a to tylko 700 km od Buenos wiec jedziemy na pociagiem i na stopa :)



Wszystko szlo dobrze. 9h pociagiem, nocka w parku z Peruwianczykiem, ktory mial worek wypchany skarpetami bo jechal do innego miasta na handel :D
Na drugi dzien poszlo sprawnie i wieczorkiem bylismy w Cordobie, a tu pierwsza sciana. W informacji Panie mowia, ze rajd jest ale gdzie to nie wiadomo, i ze wiedza tylko tyle co z gazety.



Calonocna analiza danych doprowadzila nas do nastepnego rozwiazania: jedziemy na biwak 50km za miasto. Carlos Paz okazalo sie bardzo turystyczne i tu druga sciana. W informacji nikt nie wie o rajdzie. Szybko znalazl sie jednak chlopak/fan Dakaru i objasnil nam, ze meta i start jest 90km stad a tu jest tylko biwak. Co najlepsze, zeby zobaczyc jak w terenie radza sobie nasi dzielni chlopcy trzeba podjechac autobusem to pewnej szosy a pozniej 20 km na piechote.
Spedzilismy dwie noce tu pod posterunkiem zandarmerii, ktora pilnowala wejscia na biwak no i przy okazji nas. Peszek chcial, ze wokolo nie bylo zadnej infrastruktury wiec nic nie bylo do jedzenia :) (komu by sie chcialo godzine isc do sklepu w jedna strone).



No i nadjechali !! a my z banerem POLSKA, najwiekszy w okolicy. Jak ciezarowcy zobaczyli nas to zrobili rundke popisowa ogromna ciezarowka, wrzawa wsrod ludzi. Jestesmy juz rozponawalni bo kolejne polskie wozy nas pozdrawiaja. Czad.

 


Pozujemy do coraz wiekszej ilosci zdjec :) Udzielamy wywiadu polskiej ekipie, jednej, drugiej. Nie zdazy sie clzowiek obejrzec a Madzia juz dla argentynskiej telewizji cos opowiada.


rafal Sonik zatrzymuje przy nas, no pelna euforia nie tylko u nas.
Wisienka na torcie mialo byc zatrzymanie za wszelka cene wozu Adama Malysza. Niestety Adam zrobil nas w balona i pojechal na rondzie po prad i tyle go widzieli. Idziemy spac.

Adam nas  rano pozdrowil 

Cala noc jezdzili nam pod namiotem i halasowali wiec od 5.30 oczekiwalismy wyjazdu calej ekipy.
Ciekawostka. Ostatni motocyklista przyjechal o 6 rano a wyjazd mial okolo 7.00 !
Rano glodni, niewyspani z usmiechami na twarzy wiwatujemy. Obok nas dwie laseczki, ktore spaly w nocy w samochodzie obok. 




Podjezdzaja mechanicy Lukasz Laskawca i mowia
- "slyszelismy o Was w obozie, jestescie zajebisci". Po takich slowach jeszcze bardziej kibicujemy.
A tu chwile pozniej podjezdza Rafal Sonik na krotka pogawedke przed rajdem. Za nim Marek Dabrowski na moto.
Marek Dabrowski

Rafal Sonik
Kuba sie spiszy ale tez nas pozdorwil
Na koniec zatrzymuje sie masazysta Sonika i pyta "czy wy czasem nie jestescie glodni??".
Wracajac na dworzec zajadamy pyszna salatke prosto z Francji.

Poradnik.
Jak zrobic polski baner.
1. Zajumac przecieradlo z lozka pewnego mlodego brazylijczyka, aby nie bylo, ze to my.
2. Kupic jednego, sredniej wielkosci buraka.
3. Przekroic buraka na pol i zaostrzyc.
4. Wcierac w buraka napisa POLSKA.